wtorek, 30 sierpnia 2016

Kalarepka z marchewką - do obiadu


Po niekończącym się paśmie ulew, podtopień i nawet powodzi mamy w Trójmieście wreszcie powrót lata z prawdziwego zdarzenia. Aż chce się wychodzić z domu i łapać promienie słońca przyprawiające o piegi na nosie. Jest zielono jak w maju, ani śladu żółtobrązowych, wysuszonych trawników znanych w poprzednich lat.
W ubiegłą upalną sobotę wybrałam się z rana na zakupy, co jest odwiecznym sobotnim rytuałem, kiedy to robię zakupy na cały tydzień.


Od jakiegoś czasu mamy w Gdyni miejsce, gdzie raz w tygodniu przyjeżdżają gospodarze z okolicznych kaszubskich miejscowości i sprzedają lokalne ekologiczne warzywa, owoce, jajka, wędliny, miód i dużo innych pyszności.
Targ jest usytuowany w pięknym miejscu - w jednej z najbardziej malowniczych części Gdyni - w Kolibkach, w dzielnicy Orłowo. Żeby było jeszcze piękniej - stoiska są ustawione w XIX wiecznej stajni, co czyni to miejsce wyjątkowym do kwadratu :)





W takich okolicznościach przyrody z przyjemnością robię zakupy. Choć mam do wyboru świetnie zaopatrzoną halę targową w centrum Gdyni i rynek niedaleko domu, o którym pisałam przy okazji pieczonych śledzi w sosie pomidorowym, często wybieram sobotni targ w Kolibkach. Stajnia przylega do rozległego parku z trawnikami, ścieżkami i starymi drzewami, gdzie można pospacerować, pojeździć na rowerze i odpocząć.




Dziś zapraszam na prostą przystawkę do obiadu z maślaną nutą, oraz na super prostą surówkę z cukinii przygotowaną identycznie jak mizeria.


Kalarepka z marchewką - do obiadu

1 kalarepka
2 marchewki
1 łyżka masła
0,5 szkl. wody
Szczypta soli i cukru do smaku
natka pietruszki

Kalarepkę i marchewki pokroić w kostkę. W rondelku rozpuścić masło, wrzucić warzywa i dusić mieszając przez 3 minuty. Wlać wodę, doprawić solą i cukrem i gotować na małym ogniu pod przykryciem 12-15 minut.
Gotową przystawkę posypać natką pietruszki.

Surówka z cukinii

1 cukinia dł. około 25 cm
2-3 łyżki kwaśnej śmietany 18%
sól, odrobina cukru do smaku
1 łyżka koperku

Cukinię razem ze skórką pokroić w cienkie plastry (np. tarką, gdy ma taką opcję), przełożyć do miseczki.
Śmietanę wymieszać z solą i cukrem. Polać cukinię, wymieszać. Posypać koperkiem. Gotowe!


-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Zapraszam na mój Instagram


niedziela, 28 sierpnia 2016

Ciasto gruszkowe, które rozpływa się w ustach



Sierpień to pora jesiennych już owoców. Jabłka, gruszki i śliwki z tygodnia na tydzień są coraz słodsze i coraz chętniej po nie sięgamy.
Gdy kupiliśmy działkę, rosły na niej dwie grusze, lecz były tak zainfekowane rdzą, że trzeba było je zlikwidować. Zostawiliśmy tylko pnie, po których w przyszłym roku będą pięły się róże. Zobaczcie jak to super wygląda w angielskich ogrodach:)



Gruszki więc kupuję na rynku. Po przepisach na moją urodzinową tartę gruszkową i ciasto gruszkowe, przyszła pora na kolejne ciasto. Tym razem wykorzystałam gruszki z kompotu, który ugotowałam w sześciolitrowym garze, z dodatkiem goździków. Nie daliśmy rady zjeść wszystkich gruszek z kompotu, choć bardzo je lubimy:)
Odcedziłam więc porządnie część z nich na sitku, zmiksowałam i dodałam do korzennego ciasta. Dzięki gruszkowemu puree ciasto wyszło bardzo, ale to bardzo wilgotne. Dosłownie rozpływało się w ustach.
Dodatkowo jeszcze zrobiłam sos waniliowy, który wspaniale tu pasował.
Ciasto polecam wszystkim, którzy nie wiedzą co zrobić z nadmiarem gruszek kompotu.
Na dobrą sprawę, jabłka z kompotu również by były idealne.
Resztę gruszek można rozłożyć do miseczek, dodać łyżkę lub dwie gęstej, kwaśnej śmietany, trochę cukru i lekki deser gotowy:)



Ciasto gruszkowe, które rozpływa się w ustach
na podst. piernika z jabłkami ze starego Poradnika domowego
tortownica 23 cm

2/3 szkl cukru pudru
2 jajka (żółtka i białka osobno)
80 g rozpuszczonego masła
300 g puree z gruszek z kompotu mocno odcedzonego
1-1/3 szkl. mąki
1 łyżeczka sody oczyszczonej
2 łyżeczki przyprawy do pierników (lub przyprawy do szarlotki Kamis)

Piekarnik nagrzać do 170°C.
Tortownicę wysmarować tłuszczem i wysypać bułką tartą lub wyłożyć papierem do pieczenia.
Mąkę wymieszać w sodą i przyprawą do pierników.
Białka ubić na sztywną pianę i odstawić.
W drugiej misce ubić żółtka z cukrem na gęsty krem. Stopniowo dodawać masło i gruszki. Zmiksować. Zmniejszyć moc miksera do minimum, wsypać mąkę z sodą i przyprawą i zmiksować tylko do połączenia się składników. Następnie dodać ubitą pianę i delikatnie wmieszać ją łyżką.
Ciasto przelać do tortownicy, włożyć do piekarnika i piec 35-40 minut.

Najłatwiejszy sos waniliowy

1-3/4 (lub dwie)* łyżeczki proszku budyniowego waniliowego
1 łyżka cukru waniliowego
1 szklanka mleka

Ugotować jak zwykły budyń. Czyli: Większość mleka wlać do garnka, dodać cukier waniliowy. Zagotować.
W reszcie mleka rozpuścić budyń i dodać do gotującego się mleka. Zagotować i gotować jeszcze przez chwilę. Wystudzić.

* Ilość proszku zależy od tego, czy sos wolimy rzadszy czy gęściejszy.

Na koniec jeszcze dwa zdjęcia z działki - kwitnąca na żółto nawłoć, dla mnie symbol schyłku lata, oraz działkowe zbiory:)



------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Zapraszam na mój Instagram, gdzie są między innymi zdjęcia z działki :)



czwartek, 25 sierpnia 2016

Grzybki marynowane




Tu gdzie mieszkam, znalazłam podwójny raj na ziemi - po obu stronach drzwi:) Zamknięta w ścianach mieszkania pichcę w mojej małej, przytulnej kuchni, robię na drutach i pracuję przy komputerze. A za oknem - mam las widoczny z każdej strony. Las na wyciągnięcie ręki. Kryjący setki nieprzebytych ścieżek i jeszcze więcej tych już odkrytych. Mieszkam o 20 minut drogi od centrum Gdyni, lecz nie mam potrzeby zjeżdżenia w dół do miasta. Ograniczam się do jednego, dwóch razy w tygodniu. I tak jest dobrze! Tu mam swoją oazę zieleni i spokoju z nieograniczonymi pokładami pozytywnej energii.
Chciałabym się tutaj zestarzeć i do końca patrzeć przez okna na te piękne widoki.


Nie szukam nowego domu, nie śledzę ogłoszeń w prasie. Tu jestem najszczęśliwsza na świecie. Wyobrażam sobie często, jak w przyszłości będę prowadziła dobrze mi znanymi leśnymi ścieżkami swoje wnuki w różowych kaloszkach (lub niebieskich:))



Las, który nas otacza, zmienia się wraz z porami roku, to oczywiste, ale również co rusz odkrywamy nowe miejsca. W zależności od tego, w którą stronę pójdziemy (czy za kościół, czy na drugą stronę ulicy), towarzyszy nam inny krajobraz. Gdy decydujemy się przekroczyć jezdnię, idziemy w górę rzeczki o wdzięcznej nazwie „Kacza”, mijając pole z łąką na jego obrzeżach, gdzie pasą się krowy i słychać pianie kogutów. Tu dominuje ciemny piach na ścieżkach, tu mamy swój „wąwóz kurkowy”, gdzie zawsze w sezonie znajdujemy kurki, tu też przychodzimy na jagody i grzyby. Tu widziałam sarny, dzięcioły i sowę.



Grzybów w Trójmiejskich lasów jest zatrzęsienie. Jeszcze się dobrze nie wejdzie do lasu, a już mamy pełen kosz. I nie trzeba się katować wstawaniem o 4 rano, żeby pojechać na Kaszuby lub w Bory Tucholskie. Wystarczy się wybrać na popołudniowy spacer. Po godzinie z małym hakiem można już szykować słoiczki lub suszarkę, w zależności od tego, co chcemy uzyskać. Przyda się też patelnia, trochę masła i cebulka – na bieżące potrzeby :).
Zobaczcie ile nazbieraliśmy podczas wczorajszego spaceru:)


Zapraszam dziś na grzybki marynowane, które oprócz grzybów pasteryzowanych i suszonych znad Jezioraka, powiększyły moją kolekcję przetworów.
Do tych grzybków użyłam małych słoiczków po musztardzie i chrzanie o pojemności 225 g.


Grzybki marynowane
Na podst. książki Elżbiety Adamskiej „Przetwory domowe”
7 małych słoiczków o poj. 225 g (np. po musztardzie)

1 kg grzybów leśnych mieszanych
2 szkl wody
1 szkl octu 10 %
1 łyżeczka soli
2 łyżeczki cukru
10 ziaren pieprzu
3 ziarna ziela angielskiego
1 liść laurowy

Oczyszczone grzyby delikatnie przepłukać na sitku. Większe pokroić na kawałki, a mniejsze zostawić w całości. Przełożyć je do garnka, zalać wrzątkiem, posolić i ugotować do miękkości (w zależności od gatunku grzybów trwa to 5-20 min.; najdłużej gotują się kurki i gąski). Ugotowane grzyby przecedzić, a wywar można wykorzystać np. do zupy.
Grzyby ułożyć w wyparzonych słoikach zostawiając 1 cm miejsca od górnej krawędzi słoików.
Zalewa:
Wodę, ocet, sól, cukier, pieprz, ziele angielskie i liść laurowy ugotować. Gotować 5 min. Zalać grzyby przygotowaną zalewą, aby całe były w niej zanurzone. Słoiki zakręcić i pasteryzować przez 20 minut we wrzącej wodzie.

-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Zapraszam na mój Instagram, gdzie są między innymi zdjęcia z działki :)



wtorek, 23 sierpnia 2016

Grzyby pasteryzowane na zimę


Będąc w tym roku pod koniec lipca w okolicach Iławy nad Jeziorakiem, trafiliśmy na najlepszą pogodę tego lata. Słońce, dużo słońca i ciepło. Choć kąpiel w jeziorze po długim paśmie deszczów była, mówiąc oględnie, orzeźwiająca;), cieszyliśmy się, że wybraliśmy właśnie ten czas, a nie inny termin.
Tydzień czasu spędzony bez Internetu, telewizji i radia. Na ten jeden tydzień w roku przenieśliśmy się w czasie o 100 lat. Zamiast dźwięków cywilizacji i wdychania spalin, słuchaliśmy kumkania żab, pluskania ryb, cykania świerszczy, nawoływania żurawi i kaczek.  Wdychaliśmy charakterystyczny zapach jeziora, jedyny w swoim rodzaju.
Od rana do popołudnia pływaliśmy jachtem po jeziorze, codziennie dobijając do brzegu w innym miejscu, a później schodziliśmy na ląd, spacerując po lesie, co wszyscy w trójkę uwielbiamy. Co rusz natykaliśmy się na grzyby. W nagrzanej od słońca i nawodnionej ściółce iławskich lasów grzyby rosły jak oszalałe!
Zbieraliśmy je wiaderko po wiaderku, suszyliśmy na słońcu, a część z nich została zamknięta w słoikach. Na małej jachtowej kuchence przygotowałam kilka słoików pasteryzowanych podgrzybków, aby kiedyś, w ponury, zimowy dzień przypomniały nam o minionych wakacjach :)


Pamiętajmy, że grzyby należy pasteryzować dwa razy w odstępach 24 godzin.
W zimie wystarczy posiekać cebulę, podsmażyć ją na oleju, wyjąć ze spiżarni słoik grzybów, dodać do cebuli i chwilę poddusić razem, aż cebula zmięknie. Zdjąć z palnika. Wlać niewielką ilość śmietany i posiekaną natkę pietruszki. Dodać sól i pieprz do smaku. Podawać z ziemniakami puree lub makaronem.
W taki sam sposób możemy przygotować grzyby do zupy grzybowej.
Jeśli natomiast uda Wam się jeszcze zdobyć kurki, polecam świetną kostkę rosołową z kurek. Bazę do zup i sosów.



Grzyby pasteryzowane na zimę

grzyby leśne
sól do smaku
woda

Grzyby dokładnie oczyścić i przepłukać wodą. Pokroić na mniejsze części. Włożyć do garnka, zalać małą ilością wody (tyle, żeby grzyby trochę wystawały ponad powierzchnię wody) i posolić do smaku (jakbyśmy solili zupę) i dusić na małym ogniu 10-15 minut, aby były prawie miękkie. Nie za długo.
Tak przygotowane grzyby przełożyć do wyparzonych słoików do 3/4 wysokości i pasteryzować 40 minut. Następnego dnia również pasteryzować 40 minut.
Przechowywać w chłodnym, ciemnym miejscu.




---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Zapraszam na mój Instagram!


niedziela, 21 sierpnia 2016

Jak hodować pelargonie na balkonie


Dzisiaj będzie o pelargoniach na moim balkonie:-)
W skrzynce posadziłam zwykłe tradycyjne pelargonie. Mój balkon wychodzi na południe, lecz do parapetu, na którym stoi skrzynka dociera niewiele słońca, bo zasłania je balkon sąsiadów z góry. Ale, jak się okazało, to nie problem. Na takim balkonie można założyć nawet mini ogródek warzywny.
Pelargonie ładnie kwitną i mają dużo pąków. Widać wystarcza im światło zewsząd i to, że nie pada na nie deszcz.
W skrzynce długości 60 cm posadziłam trzy rośliny i uważam, że to w sam raz. Gdy donica została dopiero co obsadzona, były wielkie przerwy między roślinami, ale szybko się zapełniły rozrastającymi się pelargoniami. Do donicy wsypałam zwykłą ziemię do roślin balkonowych, posadziłam rośliny i mocno podlałam. Niczym nie nawoziłam, ponieważ ziemia prosto z worka była już wzbogacona nawozem i mogłabym przedobrzyć :-)
Pelargonie mają system korzeniowy właściwościami zbliżony do kaktusów i dlatego dobrze rosną, gdy są podlewane rzadko, ale obficie. Są też bardzo żarłoczne. Lubią być odżywiane.
Tego lata w Trójmieście nie ma prawdziwych upałów i podlewam je raz na pięć dni lub tydzień, gdy widzę, że mają całkiem sucho. Po prostu wkładam palec do skrzynki i sprawdzam, bo z wierzchu może się wydawać, że ziemia jest sucha. Gdy sprawdzę palcem, że jeszcze jest wilgotna, nie podlewam. Na tą skrzynkę używam 1 całej butelki wody o pojemności 1,75 l . Zawsze dodaję specjalną odżywkę do pelargonii. Na każde podlewanie. Używam typowej odżywki do pelargonii ogólnie dostępnej. Sprawdzam, czy woda wylewa się na podstawkę. Jeśli tak, to znaczy, że rośliny mają wystarczającą ilość wody.
Regularnie usuwam zwiędłe liście i kwiaty, aby nie osłabiać rośliny.
Pelargonie można zrywać do małego wazonika. Do ozdoby domu wybieramy kwiaty, które nie są do końca rozkwitnięte.



Tutaj jeszcze fotka pelargonii angielskiej, która również sobie całkiem nieźle radzi. Traktuję ją bardzo podobnie jak te w skrzynce, lecz do nawożenia używam odżywki z dżdżownic kalifornijskich, ponieważ w tej skrzyni rosną też warzywa.



Na koniec zostawiam Was z bukietem aksamitek i cynii z działki, świetnie radzących sobie w wazonie. Stoją naprawdę bardzo długo! Życzę miłej niedzieli i do następnego przeczytania we wtorek po południu :)



Zapraszam na mój Instagram




czwartek, 18 sierpnia 2016

Krokiety z farszem z jajek


 Pani Lucyna co tydzień w piątki i soboty przyjeżdża pod nasz blok, otwiera przepastny bagażnik swojego kombi i sprzedaje jajka od własnych kurek, masło, mleko, wędliny, pasztety oraz ziemniaki. Jako, że mamy już sierpień, ziemniaki są prosto z pola.
-kopaliśmy dziś rano ziemniaki, tak że są świeżutkie
Nie ma nic lepszego niż świeżo wykopane ziemniaki, które jeszcze niedawno były w ziemi (nawiasem mówiąc ziemniaki można hodować nawet na balkonie).
Dla mnie właśnie ziemniaki i zielony groszek są tymi warzywami, które im świeższe, tym pyszniejsze.
No więc stoję co tydzień w kolejce do pani Lucynki, w której to kolejce kwitnie sąsiedzkie życie towarzyskie. Na co dzień sąsiadów niemal nie widuję, rzadko rozmawiam, tylko zwykłe dzień dobry. Ale w kolejce do pani Lucynki można nadrobić tygodniowe zaległości - kto gdzie jedzie na wakacje, czyje dzieci jadą na obóz, a czyje do babci. Kto robi zakupy dla mamy czy siostry, w pobliżu których nie ma żadnej pani Lucynki, tylko markety, a tutaj wszystko smakuje jak dawniej.
Ja kupuję zwykle jajka (używane do jajecznicy niedzielnej, naleśników, krokietów, kotletów z jajek i jajek na miękko) i ziemniaki, ale zdarza mi się też kupić mielonkę w słoiku, taką z galaretką, której nawet nie będę próbowała podrobić, bo nie dorównam na 100%. Ze świeżą bułeczką na drugie śniadanie w sobotę, to coś, na co warto czekać.

Ostatnio wiejskie jajka kupione na osiedlu przerobiłam na farsz do krokietów. Korzystałam ze starej sprawdzonej Kuchni Polskiej, gdzie znalazłam super sposób na panierkę - zostawiamy 6 łyżek ciasta naleśnikowego, w którym maczamy gotowe, nadziane naleśniki i później obtaczamy w bułce tartej i podsmażamy krokiety na patelni.
Przeczytajcie dokładnie przepis i zobaczcie jak ja to zrobiłam:




Krokiety z farszem z jajek
8-9 sztuk
przepis z Kuchni Polskiej z moimi zmianami
bardzo syte - 2 na głowę wystarczą

Ciasto:
200 g mąki
2 jajka
sól do smaku
1 szkl mleka
oraz:
1/4 szkl wody
3 łyżki oleju
oraz:
kilka łyżek bułki tartej do panierki
kilka łyżek oleju do smażenia krokietów
1 łyżka masła do smażenia cebulki

 Farsz:
6 jajek + 1 jajko
1 duża cebula
0,5 szkl. mleka
1 bułka kajzerka
sól
pieprz
Zaczynamy od ugotowania 6 jajek na twardo (jajka włożyć do zimnej wody i gotować 8 minut na malutkim ogniu od momentu zagotowania) i przygotowania bułki kajzerki (bułkę porwać na mniejsze kawałki i zalać mlekiem)
 Ciasto:
Mąkę, jajka sól i mleko połączyć w misce i wymieszać na jednolitą masę (ja robię to trzepaczką balonową). Następnie odlać 6 łyżek ciasta na talerzyk i przykryć go folią. Odstawić.
Do reszty ciasta dolać wodę i olej i wymieszać. Odstawić ciasto na czas robienia farszu.

  Farsz:
Ugotowane jajka obrać i razem z namoczoną bułką kajzerką przepuścić przez maszynkę do mielenia. Można też jajka przepuścić przez praskę do ziemniaków, a bułkę rozdrobnić rękami.
Cebulę posiekać drobno i usmażyć na maśle i dodać do jajek. Dodać też surowe jajko, sól i pieprz. Masę dobrze wyrobić rękami.


Z ciasta usmażyć 8-9 naleśników. Na każdym kłaść sporą łyżkę farszu i zwijać jak krokiety. Każdego krokieta smarować ciastem naleśnikowym za pomocą pędzelka i przekładać do talerza z bułką tartą. Gotowe krokiety podsmażyć na oleju na złoty kolor.



------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Zapraszam na mój Instagram 








wtorek, 16 sierpnia 2016

Ciasteczka na smalcu



Skończyłam przeziębienie, które przykuło mnie do łóżka. Gdy w końcu niechętnie poddałam się głosowi rozsądku, który podpowiadał mi, że chorobę trzeba wygrzać, rzeczywiście szybko wróciłam do zdrowia. Stanęłam na nogi dzięki męskiej części rodziny, która donosiła kolejne porcje herbaty i kanapek z miodem.
Kanapki, lekarstwa, herbata, ciasteczka i książka. I po chorobie.
Tak się kończy, gdy w środku lata, mino chłodu pojechałam do Selgrosa w bluzce z krótkim rękawem, bo przecież cały czas będę w pomieszczeniu, tylko muszę przejść z parkingu do sklepu. Nie wzięłam jednak pod uwagę tego, że spędzę całe wieki w dziale z twarogiem i masłem, który jest jedną wielką lodówką. Wróciłam do domu przemarznięta do szpiku kości i od razu zajęłam się obowiązkami zapominając, że powinnam na wszelki wypadek zażyć większą dawkę Wit.C. Ale nic to. Już po choróbsku.
Leżałam i czytałam książkę Guillaume Musso „Central Park”. I polecam ją Wam z czystym sumieniem. Książka, która na początku wydawała mi się kryminalno-sensacyjną opowieścią rodem z kryminalnych czwartków w TVP 1 w stylu ”Gliniarz i prokurator”, okazała się mocno przemyślaną, trzymającą w napięciu powieścią, która, im bardziej się w nią zagłębiałam, tym bardziej byłam zaskoczona zwrotami akcji.
A o czym ona jest? O dwojgu obcych sobie ludziach, którzy budzą się rano w lesie spięci razem wspólnymi kajdankami. Muszą działać razem, żeby rozwiązać tajemnice, które ukazują się jedna po drugiej, jak grzyby po deszczu.  Nic więcej nie napiszę, bo im mniej się wie na początku, tym lepiej się czyta:)


Tuż przed chorobą wypróbowałam przepis, który kiedyś sobie stworzyłam. Są to ciasteczka na smalcu. W Kuchni Polskiej jest przepis na ciasteczka na skwarkach - ponoć bardzo dobre. Nie robiłam ich jeszcze. Moja wersja ciasteczek ze smalcem z kostki spotkała się z aprobatą rodziny, więc mogę je Wam polecić:)
Te ciasteczka robiłam w ten sposób, że odrywałam kawałki ciasta, formowałam kulki   wielkości czereśni, rozpłaszczałam ręką i robiłam wzorek tłuczkiem do mięsa smarowanym odrobiną oleju. Tłuczek ma też za zadanie jeszcze bardziej spłaszczyć ciasteczka, dzięki czemu są bardziej chrupiące.

Jeśli szukacie przepisu na łatwe ciasteczka, lecz nie jecie smalcu, polecam najłatwiejsze kruche ciasteczka.

Łatwe ciasteczka na smalcu

450 g mąki pszennej
50 g mąki ziemniaczanej
200 g miękkiego smalcu
50 g miękkiego masła
1 szkl cukru
2 jajka
1 łyżeczka naturalnej esencji waniliowej*

Wszystkie składniki wrzucić do miksera lub malaksera, zmiksować do konsystencji kruszonki. Wyłożyć na blat i zagnieść ciasto. Owinąć folią i włożyć do lodówki na 2 godziny (można włożyć nawet na całą noc). Wyjąć ciasto (oddzielić 1/3 porcji - na jedną blachę, a resztę trzymać dalej w lodówce) i odrywać małe kawałki, formować kulki wielkości czereśni, które następnie spłaszczać między dłońmi. Ciasteczka kłaść na blasze z wyposażenia piekarnika wyłożonej papierem do pieczenia w pewnej odległości od siebie. Na każdym ciasteczku zrobić wzorek przyciskając tłuczek do mięsa posmarowany cienko olejem. 
Piec w temp. 180-190°C przez około 8 minut aż się brzegi zarumienią. Ściągać z blachy na metalową kratkę. Tak samo postępujemy z resztą ciasta, które mamy w lodówce. W sumie są to trzy porcje - na trzy blachy.
 Po przestygnięciu ciasteczka przechowywać w metalowej zamkniętej puszce.

*jeśli używacie cukru waniliowego, można użyć nawet całą paczkę, lecz o tyle samo zmniejszyć wtedy ilość cukru w przepisie.